Złoty chłopak, szmaragdowa dziewczyna

Pierwsze zdanie: „Mam czterdzieści jeden lat i żyję samotnie w jednopokojowej klitce, w której zawsze mieszkałam, w podupadłym domu na przedmieściach Pekinu, zagrożonym rozbiórką przez firmę budowlaną z poparciem rządowym.”

Dlaczego?
Bo była taka potrzeba*

Bo jest druga w nocy. Bo zaczynam Żuńkiem, bo to średnio ważne, że zostało mi raptem sześćdziesiąt stron w samotności na tysiąc sposobów. Dam sobie loki obciąć, że autorka właśnie tak roboczo nazwała swoją książkę. Jest w psychologi takie coś i nazywa się efektem pierwszeństwa. Ponieważ pierwsze opowiadanie było o samotności (było jak diabli), to w pozostałych również jej szukałam. I znajdowałam szybciej niż bym chciała, wyobraź sobie. I dotkliwiej też, ale tego sobie nie wyobrażaj. Czytaj dalej Złoty chłopak, szmaragdowa dziewczyna

Powieść (anty) feministyczna z mięsem w tle

Pierwsze zdanie: „Kiedy tramwaj wjechał na stację, Ewa z zadowoleniem zauważyła, że peron jest prawie pusty.”

Ewa ma kręcone (ja też), zielone włosy. Ma prawie trzydzieści lat i chciałaby zrobić w swoim życiu coś ważnego (ja prawie też i prawie też). Jest zdeterminowaną aktywistką i kobietą, która wie czego chce (ja nie, ha!). Równolegle w Instytucie Badań Empirycznych nad Kanibalizmem dzieje się feeria postaci i pęd ku karierze po trupach. Wszystko dzieje się w mieście matki Nerona i prowadzi do…

Czytaj dalej Powieść (anty) feministyczna z mięsem w tle

Czarny jak ja

Pierwsze zdanie: „Moja książka pewnie nie opisuje wszystkiego.”

Dwa dni temu bawiąc się w ogrodnika myślałam, że najbardziej paraliżującą i bezsilną sytuacją jest schodzenie po drabinie z niespełna… trzech metrów. Trzy metry to przecież przepaść i śmierć gwarantowana i jak się wchodzi na taką wysokość to najlepiej ucałować na pożegnanie mamę i psa, mieć ze sobą spadochron i testament w kieszeni.
Nie kpię sobie, bo małe wysokości naprawdę potrafią być wysokie i wprawiać w lęk.
Po książce Johna Howarda Griffina najbardziej lękliwe wydaja mi się być nie te moje drabiny, tylko wściekły rasizm, toczący odrazę i gniew z ust ludzi myślących, że kolor skóry jakkolwiek sprawia, że jesteśmy lepsi, czy gorsi.  Czytaj dalej Czarny jak ja

21 wierszy miłosnych

Nijak nie czuję się kompetentna. Brakuje mi wrażliwości, żeby czytać poezję i ją rozumieć. Zrobiłam sobie kakao i podzieliłam kiwi na cztery, żeby żebym może od tego kakao i kiwi miała wrażliwość taką bardzo, jakiej bardzo nie mam. Przeczytałam dwadzieścia dwa (nie daj się zwieść tytułowi) wiersze Rich i wiem, że jak się czyta o miłości, to nie potrzeba ani włochatych owoców, ani wrażliwości takich bardzo. Czytaj dalej 21 wierszy miłosnych

Czytelnicza utopia na sześć sposobów

Czytanie, turlanie się z psem po dywanie którego nie mam i patrzenie na uśmiech siostry, to moje jedyne rozrywki w życiu. Czasami robię wyjątek i marzę, chociaż marzenia nie mają najmniejszego sensu, bo po co myśleć o czymś, co nigdy się nie wydarzy? Te książkowe marzenia są akurat najmilsze i o nich tu dzisiaj trochę. Czytaj dalej Czytelnicza utopia na sześć sposobów

Jak przestałem kochać design

Pierwsze zdanie: „- Proszę tonowo wybrać numer wewnętrzny lub czekać na zgłoszenie się sekretariatu – i w słuchawce rozległ się głos Louisa Armstronga:

And I think to myself,
What a wonderful world!

Znalazłam sobie nowe hobby. Cechuje je brud za paznokciami, pył w nosie, nieznośny ból rąk. Odnawiam stare meble. Właściwie to zaczęłam odnawiać, bo póki co jestem w trakcie szlifowania starego taboretu i już wiem, że będzie machnięty na brązowo. Będzie piękny i będą na nim stały moje bluszcze i kaktusy i wszystko. Albo będzie tylko stał i będzie piękny. Czytaj dalej Jak przestałem kochać design